EWIDENTNY ZWIĄZEK

Ewidentny związek własności z obywatelskością widział Arystoteles, Cyce­ron, Althusius, John Locke czy Adam Smith. Locke uczynił tę relację osią praw podmiotowych, praw natury; własność dla Locke’a stanowiła wykładnię praco­witości i kryterium oceny obywatela. Również Dawid Hume, stojący na gruncie common sense’u, odrzucający koncepcję praw natury, wiązał obywatela i civil so­ciety z „nienaruszalną własnością prywatną”. Dla Adama Fergusona (1767) po­jęcie cml society miało ewidentne ekonomiczne konotacje w cywilizacji, która jest przeciwstawiana społeczeństwu/państwu barbarzyńskiemu nie znającemu prawa własności prywatnej. Ale przecież wszyscy ci filozofowie polityczni prze­jawiali świadomość tego, że prawo do posiadania własności i gwarancja tego pra­wa, wcale nie jest jednoznaczne z samym posiadaniem własności. Świadomość ta wzrastała wraz z ujawnieniem się „stanów trzecich”, owych społeczno-ekono­micznych nośników społeczeństwa obywatelskiego – produktu dyferencjacji spo­łecznej.

PRAWO WŁASNOŚCI

Właśnie dlatego, iż dotychczasowa strefa polityczna greckiego miasta-państwa została zawłaszczona przez władzę rzymskiego cesa­rza -jak się wydaje – w świadomości Greków granica pomiędzy tą strefą a stre­fą publiczną stała się czymś bardzo ważnym. Plutarch pisząc, że nie należy trak­tować „uczestnictwa w życiu publicznym jako czegoś nieubłaganego, pełnego trudu i uciążliwego”, zaliczał do niego „także obrzędy i spotkania towarzyskie”, „chwile wolne wypełnione głupstwami i zabawami”, „liczne przedstawienia tea­tralne, uroczyste pochody i rozdawnictwo zboża oraz chóry, Muzy i Aglaia (jed­na z Gracji, związana z obchodzeniem świąt) wraz z częstymi uroczystościami ku czci bogów”. Demokracja antyczna wiązała się nierozerwalnie z prawem obywateli do po­siadania własności. Również u samych początków demokracji nowożytnej „pod­stawowa idea obywatelskości zakładała zdolność jednostki do działania i postę­powania jako osoba rozumna i odpowiedzialna, uważano zaś, że kimś takim mo­że być tylko ten, kto posiada choćby minimalną własność (określaną zdolnością do płacenia podatów)” .

CZŁONKOSTWO W RADZIE

Początkowo członkostwo w radzie miało swoje złe i dobre strony. Złe, ponieważ sprawowanie urzędów miejskich nie tylko nie przynosiło dochodów, ale nawet łączyło się ze wzrastającymi wydatkami, grożącymi nieraz wręcz ban­kructwem. Dobre, ponieważ wciąż panowało przekonanie, że godność radnego, i w ogóle działalność polityczna decydowała o pozycji i prestiżu. Jednak w mia­rę wzrastającej centralizacji i coraz bardziej spektakularnej ingerencji centralnych organów władzy cesarskiej w życie publiczne miast, następował spadek znacze­nia i prestiżu rady, a co za tym idzie cnót obywatelskich. W okresie Plutarcha, kompetencje i zakres politycznego działania polis (mia­sta) przestały odpowiadać polis (miasta-państwa) okresu niepodległości: w dal­szym ciągu zaspokajały one potrzeby społeczne i kulturowe, choć w sposób co­raz bardziej ograniczony, właśnie ze względu na coraz mniejszą możliwość samo­realizacji w sferze politycznej, prawnej, a w końcu coraz bardziej kontrolowanej sferze ekonomicznej.

NATURALNY OŚRODEK ŻYCIA

Dla Greka miasto było naturalnym ośrodkiem życia politycznego zarówno ze wzglę­dów historycznych – stale się bowiem odwoływano do czasów świetności miast- -państw – jak i z uwagi na to, że greckie słowa „obywatel” (polites) i „politycz­ny” (politikos) pochodzą od słowa oznaczającego miasto (polis) (Cyceron, Plu- tarch, 1996: 21-22).Koniec renesansu starogreckiego społeczeństwa obywatelskiego nastąpił nie tylko w wyniku totalnej centralizacji władzy w zunifikowanym cesarstwie rzym­skim, co wiązało się z podporządkowaniem imperium cesarza wszelkiej potestas, zniesieniem różnic pomiędzy ius civile a ius gentes i wprowadzeniem de­kretem cesarskim jednolitego obywatelstwa rzymskiego na terenie całego impe­rium, ale również zmianą systemu wyborczego w podporządkowanych panowa­niu rzymskiemu miastach Azji Mniejszej, a następnie Grecji. Otóż wedle nowego systemu skład rady nie był już odnawiany co roku, lecz podobnie jak w rzymskim senacie, członkostwo w niej stało się dożywotnie, jeśli nie zostało przerwane przez odwołanie bezpośrednio przez cesarza. Dzięki temu władza nad miastem skupiała się w rękach dość wąskiej elity politycznej (Bravo, Wipszycka, 1992: 433) składającej się ze starych polityków. Działali oni w radzie tak długo, jak im na to pozwalały siły.

PROBLEM RELACJI

Tymczasem problem tych relacji w starożytnej Grecji wydaje się bardziej skomplikowany. Do częściowego choćby jego wyjaśnienia być może przyczyni się nakreślenie realiów politycznych w mało znanym teoretykom demokracji okresie pomiędzy podbojem Grecji przez Rzymian (bitwa pod Cheroneą, 338 r. p.n.e.) a pełną centralizacją władzy w cesarstwie rzymskim w II wieku n.e. W okresie tym nastąpił renesans społeczeństwa obywatelskiego greckich poleis. Jak podkreśla Mikołaj Szymański – we wstępie do rozprawy Plutarcha – kiedy w Grecji skończyła się era samodzielnych miast-państw, mimo iż wszelkie istot­ne decyzje podejmowała rzymska władza polityczna, to przecież jeszcze w cza­sach Plutarcha (50-120 r. n.e.) Grecy czuli się przede wszystkim obywatelami swych miast, choć utraciły one atrybuty państwa: miały już tylko kompetencje gminy (komę). „Gdy życie polityczne w Rzymie traciło rozmach i spon­taniczność, a senat zatwierdzał bez szemrania wszelkie decyzje cesarza, w mia­stach greckich działały instytucje demokratyczne, takie jak zgromadzenie ludo­we i rada przygotowująca projekty ustaw uchwalanych przez zgromadzenie”.

GRUPA RODZINNA

Grupa rodzinna, najmniejsza, zajmuje się wyłącz­nie potrzebami codziennymi, gmina – „potrzebami, które nie są tylko potrzeba­mi dnia powszedniego”. Również w problemie relacji między sferą polityczną a sferą publiczną w sta­rożytnej Grecji, teoretycy ulegają poglądom Hegla i Constanta. Uległa im – jak się wydaje – również Hannah Arendt, której zasługi są niekwestionowane, jeśli chodzi o zwrócenie uwagi na antyczne korzenie idei społeczeństwa obywatelskie­go. Za nią wielu teoretyków przyjmuje również poglądy zacierające granicę mię­dzy sferą publiczną a sferą polityczną. Przyjmują że obywatel greckiej polis (państwa-miasta) poruszał się jedynie w dwóch porządkach swojej egzystencji: sferze życia prywatnego i sferze życia politycznego. Ta pierwsza sfera, ekono­miczna (oikos – gospodarstwo) była wyraźnie oddzielona od przenikających się sfer: publicznej i politycznej. W rozważaniach teoretyków istnieją rozbieżności w ocenie owych relacji: mniejsze, jeśli chodzi o relację pomiędzy sferą prywat­ną a polityczną, ogromne, jeśli chodzi o relację pomiędzy sferą publiczną a poli­tyczną – aż do utożsamienia obu tych sfer, co nawet ujawnia się w zamiennym używaniu tych określeń.

ORGANIZACJE SPOŁECZNE

Organizacje społeczne: rodzina (gospodarstwo domowe – oikos) jest zdolna do zaspokojenia potrzeb życia codziennego, gmina (korne) do zaspo­kojenia życia codziennego szerzej pojętego. Ale tylko polis – organizacja poli­tyczna nad wszystkimi tymi grupami – jest zdolna osiągnąć autarkię, pełną samo­wystarczalność we wszystkim zarówno w zakresie potrzeb materialnych, ducho­wych, jak i bezpieczeństwa – i tak właśnie się definiuje: przez samowystarczal­ność, będącą synonimem doskonałości. Oznacza to, że grup mniejszych – tak jak „jednostek wziętych z osobna” – nie stać na autarkię, że potrzebują przynależności do grupy szerszej, by wypeł­niać niektóre zadania. Po stronie jednostki i mniejszych grup mamy więc pewną ambiwalencję: są zarazem zdolne i niezdolne — zdolne do przeżycia na obszarze poczynań im właściwych, ale niezdolne do pełnej samowystarczalności. Tą wła­śnie ambiwalencją ma się zająć każda władza: gmina grupuje rodziny, by zara­dzić ich niedostatkom, pozostawiając im jednak sferę im właściwą. To samo do­tyczy stosunku polis do gminy.

WE WSZYSTKICH PRZYPADKACH

We wszystkich tych przypadkach jednostki-obywatele, tracąc atrybut aktywności politycznej, tracą wolność, stają się biernymi i posłusznymi niewolnikami, nie­zdolnymi do zajęcia się swoimi sprawami codziennego życia. Taka despotyczna władza zarządza miast rządzić. Wynaturza tym samym sens polityki jako „rzą­dzenia”, co zakłada poszanowanie autonomii. Arystoteles nie odrzucił demokra­cji w ogóle, zaproponował natomiast związanie demokracji formalnej (według Arystotelesa złej demokracji) z dopełniającą ją koncepcją społeczeństwa obywa­telskiego (koinonia politike). Przy tym w tak rozumianą rzeczywistą demokrację (według Arystotelesa politeia) wpisana była pewna oczywistość, którą potem zdefiniowano jako ideę władzy pomocniczej (subsydiamej). Nakreślona przez Arystotelesa idea społeczeństwa obywatelskiego składa się z zawierających się w sobie grup, z których każda wypełnia zadanie specyficzne i dba o własne potrzeby – od najniższych, materialnych, po najwyższe, duchowe (intelektualne).

WYRAZ NATURY CZŁOWIEKA

Wyrazem natury człowieka jako zoon politikon jest „świadomość wspólnej korzyści”, życia dobrego i szczęśliwego, zapewnienie doskonałego i samowystar­czalnego bytu. I ta konstatacja: „ludzie jednoczą się dla korzyści, dostarczając je­den drugiemu to, co niezbędne do życia”, prowadziła Arystotelesa do formuły państwa alternatywnej wobec tej, że państwo jest jakąś formą aparatu przymusu. Dowodził on, że „państwo jest wspólnotą równych, mającą na celu możliwie do­skonałe życie, i że „wspólnota państwowa powstała i istnieje dla korzyści” jej członków. Z konkretnego i empirycznego charakteru prawa naturalnego Arysto­teles wyprowadził wniosek o jego zrelatywizowanej treści w czasie, przestrzeni i w określonych kręgach społecznych. Dokonał krytyki empirycznie dostępnej mu demokracji (w zasadzie: różnych form formalnej demokracji), będącej zwyro­dniałąformąpolitei; demokracji (zwłaszcza demokracji „opartej na uchwałach”, a nie na „prawie”) (Arystoteles, 1953: ks. IV, r. I) generującej władzę despotycz­ną ludu – „zbiorowego monarchy”, którego „mózgiem” stają się demagogowie; ale też demokracji opartej na cenzusie majątkowym, oddającej władzę oligarchii.

KRYZYS DEMOKRACJI

Tylko częściowo można za to winić kryzys de­mokracji greckiej, społeczeństwa obywatelskiego i – jak to czyni Paine („demo­kracja przedstawicielska jest lepsza od demokracji bezpośredniej nawet na małych terytoriach”) (Paine, 1941: cz. 2, r. 3) – brak zdolności starożytnych do przenie­sienia akcentu z plebiscytamych form reprezentacji na przedstawicielskie. To ne­gatywne doświadczenie historyczne zaowocowało jednak wnioskami teoretyczny­mi, które zapoczątkowały dyskusję nad nową formułą demokracji. Dyskusja ta wyrosła z konstruktywnej opozycji wobec filozofii politycznej Platona odrzucającego ustrój demokratyczny w ogóle i w zasadzie koncentrowa­ła się wokół koncepcji Arystotelesa. Dowodził on, że człowiek jest istotą nie tyl­ko rozumną (racjonalną), co podkreślał już Platon, ale również – właśnie dzięki owej „rozumności” – z natury wolną a więc czynną. Ów czynny charakter czło­wieka szczególnie przejawia się w tym, że jest on również istotą z natury społecz­ną – zoon politikon.